Spowiedź WebKrytyka

Stało się – WebKrytyk obchodzi dzisiaj swoje dziesięciolecie…

Bądźmy ze sobą szczerzy: WebKrytyk zrósł się ze mną już na dobre. Myśląc o WebKrytyku, myśli się o mnie. A paradoksalnie to wcale nie ja wpadłem na ten pomysł, ani też nie byłem pierwszym redaktorem na tej stronie. Cały projekt powstał dzięki CapaciousCore’owi. To on rozpoczął tę niezwykłą przygodę 7 marca 2010 roku. Jeśli wierzyć archiwum wpisów, pojawiłem się na WebKrytyku dopiero 12 lutego 2012 roku. I bardzo szybko stałem się jedynym redaktorem, który utrzymywał stronę.

Nie ukrywam, że wychowałem się na pismach starych ojców polskiego webdevu: Kornela Lesińskiego (wówczas wciąż znanego jako porneL), riddle’a, Ferrante’a czy w końcu Blatka, co ma ciekawe info. Nie ukrywam też, że zafascynowała mnie społeczność wówczas skupiona wokół Opery (tej prawdziwej, na Presto), która dała nam BrowseHappy ze swym kursem oraz legendarne Osiołki. Zresztą to właśnie one przyczyniły się do powstania WebKrytyka, którego zawsze uważałem za ich duchowego spadkobiercę. One i reszta polskiego świata webdevu – niszowego, ale jakże ambitnego. Tak, fakt, że WebKrytyk wciąż działa, wynika z sentymentu i wewnętrznego poczucia, że byłoby źle stracić całe to dziedzictwo. Nawet jeśli okrojone zostało do strony krytykującej inne strony.

Standardy, semantyka, dostępność, dobre praktyki… Te rzeczy interesowały mnie niemal od samego początku mojej przygody z webdevem. Widać to zresztą po moim tutorialu o semantycznym HTML-u – wrzuconym raptem 8 dni po dołączeniu do społeczności forumweb.pl. Od tego postu tak naprawdę zaczęła się moja działalność na rzecz lepszego Internetu, która trwa nieprzerwanie do dzisiaj – łącznie z moim tutorialem o semantycznym HTML-u. Jego ewolucja na dobrą sprawę odzwierciedla przyrost mojej wiedzy na temat HTML-a i dostępności przez te wszystkie lata. I bez zbędnej skromności rzeknę, że nawet trochę tego się zebrało.

Niemniej kuźnią, która ukształtowała moje obecne poglądy na Sieć, było właśnie forumweb.pl, z którym swego czasu zrosłem się wręcz mocniej niż z WebKrytykiem. Nie mogę przecenić wartości dyskusji, jakie tam toczyłem z Roberto, xerifem, Sobakiem, Soanvigiem, CapaciousCore’em czy ile informacji wyciągałem z postów stray, neo007, Pilsenera, Pucka i innych. Nie mogę też przecenić wkładu logeena, który stworzył całe forumweb.pl i do dzisiaj o tę społeczność dba. Mogę powiedzieć to z pełną stanowczością: bez logeena i forumweb.pl nie byłoby Comandeera. I dlatego wypada mi powiedzieć to słowo: dziękuję. Po prostu. Wciąż często odwiedzam to forum i czasami się na nim udzielam, ale… ta epoka chyba się kończy. Nadszedł czas grup na FB i tam też przeniosła się większość dyskusji. Przenieść się musiałem więc i ja.

Musiałem, bo od lat bój o lepszy Internet jest dla mnie tym, czym walka z wiatrakami dla Don Kichota – misją błędnego rycerza, tyleż beznadziejną, co całkowicie niezbędną do życia. W porównaniu jednak do nieszczęsnego obłąkańca, moje metody bojowe zdają się zmieniać, udoskonalać. Na WebKrytyku zaczynałem jako ostrożny początkujący, wskazujący jedynie podstawowe błędy, by później zamienić się w młodego gniewnego, który ponad samo wskazanie błędów stawiał zrobienie tego w sposób jak najbardziej sarkastyczny i zgryźliwy, aż w końcu zmieniłem się w strukturalistycznego badacza, skrzętnie analizującego wszelkie niedoskonałości i dokumentującego wszystko odniesieniami do odpowiednich źródeł. Badacza, który z coraz większą rezygnacją zauważa, że w sumie jego starania nie przynoszą zbyt dużo dobrego. Sieć wciąż jest niedostępna, niesemantyczna, a ludzie nie widzą w tym absolutnie nic złego. Być może 10 lat to jednak stanowczo zbyt długo i pora kończyć, zejść ze sceny, gdy wciąż biją brawo…

A z drugiej strony, gdy spoglądam na to, ile stron, których ocena pojawiła się na WebKrytyku, już nie istnieje, napawa mnie to pewnego rodzaju dumą. Polski Internet się zmienia, strony znikają – a WebKrytyk uparcie trwa, jakby chciał zostać wyrzutem sumienia. Może zostanie, może za kolejne 10 lat będziemy świętować 20-lecie WebKrytyka. A może w końcu zawieszę swój płaszcz badacza na kołku i pójdę zacząć wieść spokojne życie – bo chyba mi się należy za te 10 trudnych lat.

Mimo swojego trwania WebKrytyk przeszedł potrzebne zmiany. Oprócz recenzji polskich stron zaczęły pojawiać się recenzje książek i kursów. Uparcie wyłuszczam nieścisłości w nich i tłumaczę, po co i jak robić lepiej – a przynajmniej zgodnie z bieżącymi dobrymi praktykami. Paradoksalnie im większe zniechęcenie czuję, tym więcej czasu poświęcam na recenzje kolejnych kursów, dokładnie przeglądając każdą lekcję i spisując w notatkach, co można poprawić. Być może w przyszłości WebKrytyk znowu zacznie ewoluować, być może pojawią się videorecenzje. Nie wiem, czas pokaże.

Miał być radosny wpis na 10-lecie, a wyszedł taki gorzko-sentymentalny. A przecież nie jest tak źle. Ktoś w końcu te wszystkie moje wypociny czyta, nawet pojawiają się komentarze, ktoś czasami podrzuci linka na FB do recenzji tego czy owego kursu. A to oznacza, że wciąż jest szansa, że przynajmniej jedną osobę z tych, która nieopatrznie kliknie w link do WebKrytyka, zarażę bakcylem semantyki i dostępności! I kolejna strona w Internecie stanie się lepsza. I chyba to sprawia, że WebKrytyk wciąż trwa i mam chęci i siłę, by trwał nadal. Bo jak rzekł kiedyś Słowacki:

Jednak zostanie po mnie ta siła fatalna,
Co mi żywemu na nic, tylko czoło zdobi;
Lecz po śmierci was będzie gniotła niewidzialna,
Aż was, zjadacze chleba — w aniołów przerobi.

I tego sobie na te 10 lat WebKrytyka życzę.

PS wszystkiego najlepszego, 🐈!

8 myśli w temacie “Spowiedź WebKrytyka”

  1. Cześć! Dzięki Ci Tomku, za zarażenie mnie tematem semantyki i dostępności, bo właśnie przez Twój tutorial nauczyłem się pisać semantyczny kod Html. Cały czas się uczę, ale to była dla mnie najważniejsza lekcja. Ten tutorial, dla mnie jest jak święty Graal tutoriali na temat Html, zawsze polecam i będę polecać, a co jakiś czas wracam do niego po raz enty, żeby spojrzeć czy w moim kodzie jest wszystko okej 😀 Gratulację dziesięciolecia WebKrytyka! Oby to trwało jak najdłużej i najważniejsze przyczyniało się do bardziej semantycznych i dostępnych stron.

  2. Mnie zaraziłeś. Moim zdaniem na polskiej scenie front-endu wniosłeś, wnosisz i podejrzewam, że dalej będziesz wnosił najwięcej. Ja też zaczynałem od forumweb.pl i pamiętam, że zawsze odpisałeś na mój post kiedy o coś pytałem, a od jakiegoś czasu również przeniosłem się na fejsa i jest tam taka sama sytuacja. W ogóle zauważyłem, że ze wszystkich osób, które mają ogromną wiedzę, Ty dzielisz się ją najwięcej, za to ogromny szacun dla Twojej osoby. Czasami sobie myślę, że się nam udało, nam Polakom interesującym się front-endem, że jest ktoś taki jak Ty, bo naprawdę nie potrzeba żadnych kursów, wystarczą Twoje posty.

    Pozdrawiam i życzę dużo zdrowia.

  3. Semantyka dla samej semantyki jest bezwartościowa. Nie warto się nią przejmować, jeśli jest jedynie sztuką dla sztuki, jeśli nie przynosi konkretnej wartości. Warto jednak ją realizować, jeśli przez dany fragment zyskujemy co najmniej jedno z poniższych:
    * lepszą czytelność kodu z perspektywy programisty (znaczniki takie jak |section|, |nav| czy |article| czyta się wygodniej niż |div|, |div|, |div|);
    * lepszą dostępność dla niepełnosprawnych (nagłówek w |nav|, sensowne i użyteczne |img|[alt], rozumiany poza kontekstem tekst anchora);
    * lepsze rozumienie kodu strony przez mechanizmy automatyczne (wydaje mi się, że „reader mode” w większości przeglądarek opiera się na znaczniku |main|);
    * lepsze SEO (|main|, |time|, logiczne i wartościowe nagłówki).

    Przyznam szczerze, że nie mam wyrzutów sumienia, używając pustego |span|a do zrobienia ikony (dopóki ma aria-hidden=true), gdy zrobienie tego samego przez pseudoelement jest wielokrotnie mniej wygodne i znacznie wolniejsze. Nie wołam o gromy z jasnego nieba, gdy page builder WordPressa używa pustego |div|-a do zrobienia separacji edytowalnej z jego poziomu. Pusty znacznik to zbędny znacznik, ale pusty niesemantyczny znacznik — nie boli, a jak przyspiesza moją pracę, jest moim przyjacielem. Rozsądku potrzeba we wszystkim.

  4. Wypadałoby napisać kolejnych 10 lat, ale czy by to nie oznaczało, iż przez 10 kolejne 10 lat nic się nie zmieni?
    Tak więc mniej krytyki przez kolejne 10 lat.

    PS. Co rozumiesz przez przejście do FB?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.