Wpadki i wypadki #4

30 kwietnia 2015 przez Comandeer | Opublikowany w Wpadki i wypadki

Tagi:

3

A oto kolejne Wpadki i wypadki! Dzisiaj przyjrzymy się pewnej międzynarodowej firmie, potwierdzimy głośne doniesienia i pomarudzimy jak zawsze.

  • Tak, wiem, spartaczyłem robotę! W tym wypadku wyprzedził mnie Twitter, Niebezpiecznik.pl, Wykop.pl, AntyWeb.pl i pewnie wielu, wielu innych… Ale z kronikarskiego obowiązku wypada zaznaczyć: system zgłaszania podejrzanych transakcji działa w ustalonych godzinach. Wiadomo to od dawna i nagle wybuchła jakaś wielka afera, lekko przesadzona (polecam poczytać komunikat na rzeczonej stronie). A że strona jest technologicznie dwa stulecia temu to już całkiem inna broszka.
  • Zwykle na łamach WebKrytyka obrywało się stronom polskim, co najwyżej eksportowym. Dzisiaj jednak oberwie się międzynarodowej marce, która nie jest jakoś szczególnie znana w kraju nad Wisłą – TemplateMonster.com. Wszystko za sprawą… konkursu na szablon dla CMS-a Joomla!. Widocznie akcja była dość szeroko zakrojona, bo nagle o szablonach Joomla! od TemplateMonster.com pojawiły się aż 3 wpisy na (obserwowanych przeze mnie) blogach webmasterskich: u Dominika Ryńko, na WEBroad.pl oraz u Piotra Nalepy (chociaż ten ostatni artykuł nie jest konkursowy, lecz z recenzją takiego szablonu). Z czystej ciekawości wziąłem udział w konkursie na Rynko.pl (na WEBroad.pl z oczywistych powodów udziału wziąć nie mogłem) i udało mi się zgarnąć szablon. Wszystko pięknie, ale…

    No właśnie, konkurs polegał na wybraniu z szerokiej oferty TemplateMonster.com jednego szablonu i napisaniu komentarza pod wpisem konkursowym czemu akurat chce się ten szablon. No to wchodzę na stronę oferty i widzę nagłówek Czym są szablony dla WordPress. Zaraz, zaraz – to w końcu dla Joomli! czy WordPressa? No ok, każdy może się pomylić – prawda? Ale później widzę zdania typu:

    Szablony dla Joomla będą w przygodzie każdemu, kto myśli o tworzeniu strony www opartej na CMS Joomla.

    Kanciasty polski raczej nie napawa optymizmem… no ale przymknąłem na to oko, napisałem komentarz i zapomniałem o sprawie. Udało mi się jednak wygrać i na mój e-mail przyszła wiadomość z informacją jak mogę odebrać nagrodę. Treść tego maila lekko mnie zadziwiła.

    Dzień dobry, Panie CComandeer`u

    Witamy z wygraniem naszego szablonu dla Joomli #523132. Mamy nadzieje, że ten szablon pomoże Panu w realizacji swoich marzeń.

    Prosimy skorzystać się z promokodu na 100% zniżkę przy zakupie podanego szablonu.

    […]

    Lekko przypomina to translator Google (chociaż nawet on nie tłumaczy tego, co stało się z moim nickiem…). No ok, mam za darmo szablon, który normalnie sporo kosztuje – nie będę narzekał… Wystarczy go kupić.

    No właśnie – kupić. Na tym polega cały problem. W mailu nie dostałem żadnego linku – nawet zwykłego odsyłacza do strony dla kupującego. Byłem zatem zmuszony wejść na stronę TemplateMonster.com, wyszukać odpowiedni szablon, po czym pacnąć przy nim przycisk kupna. Kopiuję zatem numer szablonu z maila, wklejam do wyszukiwarki i… nic – nie znaleziono. Usuwam hash, powtarzam – dalej nic. Kopiuję adres do innego szablonu Joomla! i podmieniam id – wciąż nic! W końcu postanowiłem porównać numer szablonu z maila i z mojego komentarza – błąd odnaleziony: w mailu był podany inny numer.

    Myślicie, że to koniec problemów? A gdzie tam. Proces zakupu jest już… po angielsku. I żeby odebrać moją nagrodę byłem zmuszony podać wszystkie dane osobowe, powiązane z… kartą kredytową. Tak, wg systemu transakcji to, że nie płacę kartą kredytową nie oznacza, że mam nie podać swoich danych osobowych… W dodatku o takim obowiązku jestem informowany jakże uprzejmym komunikatem alert (żeby było śmieszniej – częściowo, w dodatku błędnie, spolonizowanym). Ostatecznie jednak udało mi się przebrnąć przez „zakup” i zostało mi poczekać na maila z instrukcjami pobierania szablonu.

    Przychodzi, klikam w link, otwiera mi się strona z instrukcjami typu:

    Jeśli potrzebujesz fakturę do zamówienia, kliknik w poniższy link:
    Get Invoice

    Z przyczyn bezpieczeństwa, katalog zawierający wszystkie pliki źródłowe projektu („SOURCES_XXXXXXXX”) jest archiwm zip, zabezpieczonym hasłem. Podczas rozpokowywania pojawi się okno do wpisania hasła.
    Hasło to nr Identyfiaktor traznakacji ID: [ciach]

    Pomijam już zasadność takiego zabezpieczenia, to tak liczne literówki są po prostu niedopuszczalne. Ta strona zdecydowanie wyglądałaby profesjonalniej gdyby po prostu była w całości po angielsku. No ale ok – ostatecznie dobrałem się do swojej nagrody.

    A jak to powinno wyglądać?

    Szanowny Panie Comandeerze,

    Gratulujemy wygranej szablonu #123456. Mamy nadzieję, że ten szablon pomoże Panu w realizacji Jego marzeń.

    Poniżej zamieszczamy link, dzięki któremu pobierze Pan ten szablon na swój dysk

    […]

    Czy po takiej wygranej mam ochotę na bliższą współpracę z TemplateMonster.com? Nie sądzę.

  • Ibuk.pl strasznie nie lubi wyłączonego JS-a. Nie lubi go do tego stopnia, że wyświetla wkurzający, floatujący komunikat o potrzebie jego włączenia. Jest on jednak wykonany tak bardzo źle, że mimo wymogu posiadania obsługi JS ze strony można korzystać, przechodząc na podstrony poszczególnych książek. A co głównie nie działa? Przycisk dodawania do koszyka. Jak dla mnie ktoś sobie strzelił w kolano.
  • I na koniec kwiatek koderski:

    @font-face {
        font-family: "Myriad Pro";
        src: url("font/MyriadPro-Regular.otf");
        src: url("font/MyriadPro-Regular?#iefix") 
                 format("embedded-opentype"),
             url("font/MyriadPro-Regular.otf") format("otf"),
             url("font/MyriadPro-Regular.otf") format("truetype"),
             url("font/MyriadPro-Regular.otf#PlayRegular") format("otf");
        font-weight: normal;
        font-style: normal;
    }

    Otóż ktoś nieudolnie przerobił @font-face bulletproofa (a dokładniej – jego odmianę stosowaną przez wiewiórkę). Zasada jego działania opiera się na serwowaniu kilku formatów czcionek, stąd w powyższym kodzie występuje kilka komend url. Jednak tutaj wszędzie jest podany ten sam adres. Ba, ktoś nawet nie raczył doczytać jaki format oznacza rozszerzenie .otf. Powyższy kod można by zatem skrócić do:

    @font-face {
    	font-family: "Myriad Pro";
    	src: url('font/MyriadPro-Regular.otf');
    }

    Obecnie jednak osobiście odchodziłbym od serwowania czcionek .otf i .eot dla starszych IE, skupiając się jedynie na serwowaniu formatów WOFF2 i WOFF (co robię na swojej domowej). Czcionka nie jest aż tak niezbędnym elementem strony, żeby musieć przez stulecia wspierać starsze przeglądarki.

Ufff, na dziś tyle… Zobaczymy kiedy strony dostarczą materiału do kolejnych Wpadek i wypadków!

Komentarze 3 komentarze

A czemu Pan nie zgłosił do mnie? Gdy była taka sytuacja?

Gdyż ostatecznie wszystko się udało – proces był po prostu odrobinę przekombinowany.

W każdym bądź razie zawszę staram się pomóc i jestem z tej strony. Dlatego przykro było słyszeć aż tak dużo narzekań. Będziemy pracowali nad ulepszeniem systemu.

Napisz komentarz

Uwaga! Uprasza się komentujących, którzy chcą obrazić autora, aby najpierw dokonali niezbędnego researchu jego osoby. Z góry dziękujemy za poświęcony czas.